Shop Mobile More Submit  Join Login
×
Przepadło mi ostatnio 5 wyjazdów, a 1 który się udał był pod znakiem stresu i pracy... Więc ciężko powiedzieć, czy się udał... Chyba musiały mi moje "wymarzone" wycieczki poprzepadać, żebym zrozumiała, że jeśli nie uspokoję się w głowie i sercu, nie odpocznę wewnątrz to nigdzie przed tym nie ucieknę i to zupełnie nic nie da...

Musiało mnie zacząć boleć kolano, żebym przypomniała sobie, że ostatni raz jeździłam na rowerku przed kontuzją kostki w maju...
Musiałam zacząć źle spać, żebym przypomniała sobie, że ostatni raz medytowałam z pół roku temu...
Musiałam zacząć mieć problemy z żołądkiem, żebym zrozumiała, że to co jem nie jest pokarmem...
Musiał zacząć znowu boleć mnie kręgosłup, żebym zauważyła, że nie potrafię znowu właściwie stać i siedzieć...
Musiała zacząć boleć mnie głowa, żebym przypomniała sobie, że nie robiłam zabiegów prawie tak długo jak nie medytowałam...
Musiały zacząć boleć mnie mięśnie, żebym przypomniała sobie, że jogi nie uprawiałam też od połowy zeszłego roku...

Musiało się stać tak dużo małych, głupich rzeczy, żebym zrozumiała, że ważne są tylko te rzeczy, które ja uczynię ważnymi...

I musiałam wielokrotnie powtórzyć sobie "od jutra zacznę", żeby któregoś wieczora po tej myśli powiedzieć sobie, że to jutro to już było dawno temu, wstać i coś zrobić. 

i wstałam i zrobiłam. I małymi krokami wracam do równowagi. 
... and again... and again...

Jak kolejna kreska na ścianie....
Unfurl your gown
A distant fuller skin
I knew you once

My God the sun
The windows bear your bones
Reveal your crime

Ref.: Beautiful girl
Let the sunrise come again
Beautiful girl

Your sailor eyes
The water in the well
A thirst to fill

Let down your arms
The purging of this dark
The fall to free

Ref.: Beautiful girl
Let the sunrise come again
Beautiful girl

May the weight of world resign
You will get better

  William Fitzsimmons - Beautiful Girl


Ja, cukierek, butelka cydru wieloowocowego i cisza, dużo ciszy...

Chyba się zmęczyłam rzeczywistością. Lepiej mi między klatkami filmu, albo między stronami książki... Mózg zaczyna szukać ucieczki... Zaczyna robić różne dziwne rzeczy.... A ja powoli płynę z prądem licząc, że jak zwykle w końcu przejdzie...
... wszystko się zmienia.

Ludziom się wydaje, że ślub nic nie zmienia. Ale to nie prawda. Podjęcie decyzji o tym, że chce się z kimś spędzić resztę życia, powiedzenie tych magicznych słów (czy w to w formie kościelnej czy cywilnej - whatever) w obecności bardziej i mniej bliskich... To wszystko zmienia bardzo dużo w nas i wokół nas. Druga osoba nie jest już opcją. Jest wyborem. W moim umyśle (i mam nadzieję, że tak samo u wszystkich ślubujących) - ostatecznym. Że już na zawsze, choćby było ciężko. Ale jest się razem. I oczywiście - można równie mocno kochać kogoś i żyć razem bez ślubu. Można też wziąć ślub, bo łatwiej się wtedy żyje (papierkologia, rozliczenia, kredyty etc). Ale prawda jest taka, że naprawdę, ten jeden dzień mnóstwo w nas zmienia. Daje pewność, że nawet jeśli ktoś wyjdzie - to wróci.
Ale ślub zmienia też mnóstwo rzeczy, z których nie zdajemy sobie sprawy. Przestajemy być sami. Jesteśmy połączeni. Ja osobiście chcę wierzyć, że na więcej niż jedno życie. Siły i energie dookoła nas (i w nas samych działają inaczej), zmieniają się też nasze prywatne priorytety...
To jest, niesamowite i jednocześnie bardzo zaskakujące jak się próbuje patrzeć na to z boku.

Dobrze, z rzeczy mniej "niematerialnych" - nigdy więcej nie kupię wędliny w supermarkecie. Byłam dziś z mężem na Targach Warszawski Smak vol 4. I kupiliśmy wędlinę i chleb i kilka innych rzeczy... I chyba zostaniemy stałymi gośćmi BioBazaru i Targów Śniadaniowych (targi w Warszawie ze zdrową/ekologiczną żywnością). Kiełbasa zrobiona z mięsa smakuje dużo inaczej niż ta sklepowa... Dużo lepiej... A o ile mój małżonek zje wszystko i najwyżej potem pocierpi o tyle, ja sporej części żywności z supermarketu po prostu nie przełknę /: Nie przejdzie mi przez gardło i już /:

Serdecznie zapraszam was też do Smoczych Skarbów - czyli sklepu z kielichami i kieliszkami z manufaktury - bardzo fajne fantazyjne twory :)

I wniosek na dziś: chciałabym wygrać 6 w totka. Tylko po to, żeby móc wytrącić mężowi argument, że mieszkanie teściowej jest większe niż nasze (nie da się kłócić, tu 30, tam 70 metrów /: ) i żeby założyć sobie małą cukierenkę i dłubać sobie tam codziennie inne ciasta. Yummy :)
Póki co mam poniedziałkową, stałą, grupę odbiorców w postaci spotkania ze znajomymi. Od września piekę na spotkania ciasta i jeszcze się nie powtórzyły ;) Zaraz będę tworzyć wuzetkę :)

I mimo że życie nie jest idealne, nie zawsze mamy to czego chcemy (echhh.. moja szóstka w totka...) to i tak jest fajnie. I można robić to co się chce. Tylko czasem trzeba pójść na kompromis... Ale to przecież nie oznacza, że dana opcja jest gorsza.
Chyba jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie... Nigdy nie było mi tak dobrze i spokojnie... Mimo że od najbliższego wtorku już nie pracuję, nie mam też nowej pracy, dowiedziałam się, że wszystkie zlecenia na grudzień mi zawieszono, bo się rok księgowy kończy i budżet już wyczerpany...
... żeby zapomnieć jak bardzo się Was boję'
Zmieniam swoje życie po raz kolejny.

Zamykam to co było. Kolejne, trzecie już katharsis.
Rozpadam się... i składam... i rozpadam... i składam... i zbieram w całość to co zostało. I wyrzucam do kosza kolejne, nic nie warte wspomnienia... I wyrzucam do kosza kolejnych, nic nie wartych ludzi. I czasem nie mam nawet ochoty wracać...

A tak gdzie jestem.... Jest lepiej. Ciszej, spokojniej. Jest miejsce na marzenia. Jest miejsce na zwyczajność, spokój, na ludzi, którzy nie odchodzą, którzy się śmieją... Na ludzi, którzy nie odsuwają się gdy zawarczę... Którzy wzruszą ramionami i powiedzą, że jestem tam gdzie chce... Jeśli nie chcę to nikt mnie nigdzie nie trzyma... A przecież chcę, więc nadal jestem... Wszystko się układa i prostuje...

I zaczynam mieć głupie, zwyczajne marzenia. Realne. Chcę pojechać do Indii, chcę mieć większe mieszkanie, kociaka... Więc chyba jest dobrze.

Tylko niektórzy ludzie tacy są. Po prostu. Włączają muzykę. Zamykają oczy. I są.
Muzyka, wino musujące z truskawkami, kwiaty, spokój za oknem, powoli ochładzające się powietrze...

Weekend pełen wrażeń... Pełen różnych odczuć... Tęsknoty... Miłości... Zrozumienia...
"Nie da się kogoś wyleczyć ze starości"


Snow Patrol - The Golden Floor
Tell me that you want to dance
I want to feel your pulse on mine
Just treat me like a stolen glance
To yourself

A dark shape on a golden floor
A sleeping planet with a molten core
From above we'd cut a slow eight shape
And much more

I'm a peasant in your princess arms
Penniless with only charm
As we're leveled by the low, hot lights
And disarmed

I'm not afraid of anything even time
It'll eke away at everything but we'll be fine

I'm folded in the bread you made
You're cold until my body bathes
You in the heat I kept aside
All these days

I'm not afraid of anything even time
It'll eke away at everything but we'll be fine
Dałam się namówić na podjęcie próby podjęcia współpracy z moim kręgosłupem... I w sumie z całą resztą też...
Tym razem mało konwencjonalnie (ile można słuchać, że to bez sensu i trzeba dać się zoperować)... Może tym razem to może mieć większy sens?

Wszystko w życiu ma swój cel, wszystko ma swój powód... A często powodem jest dojście do jakiegoś celu. Wszystko co się od roku dzieje jest dziwne... Kiedy myślę, że wszystko ogarnia jakiś przerażający chaos, z tej całej mgły wyjawia mi się jakiś sens...

Część rzeczy znika... Część się pojawia nowych... Część ludzi znika i nie chce być więcej...

Wszystko zaczęło się od OSZa... W sumie mam wrażenie, że wszystko zaczęło się od OSZa. Że przed nim nic nie było... Że to była jakaś wielka pomyłka, błądzenie we mgle, a dopiero od niego zaczęło się jakieś w miarę świadome życie. Mimo wielu krzywd... Jakoś żyję.

A kręgosłup zaczął się od biodra, które prawie wyskoczyło... Na szczęście tylko prawie... Ale za nastawieniem biodra poszedł kręgosłup... A potem nie mogłam się ruszyć... Ale może tak miało być... Dziś ja i mój kręgosłup już bardziej świadomie się daliśmy poukładać. Mam zestaw ćwiczeń które mam robić... Mam perspektywę na to, że może przestanie boleć... Nie za tydzień, nie za miesiąc... Może za rok... Ale przestanie... I nie dlatego, że się nałykam prochów, albo dlatego, że nie będzie miało powodu...

I zrozumiałam po co ludzie wierzą... To układa świat... Ten brakujący klocek, który sprawia, że jest w porządku... Że pasuje...
Czuje zapach wiatru wpadającego przez otwarte tuż przede mną okno... świeży, rześki... Taki sam zapach ma powietrze w środku nocy... Przypominają mi się noce spędzone na chodzeniu i wracaniu.... Pełne najróżniejszych myśli i uczuć... Przypomina mi się powrót z Coke Live dwa lata temu... I z Czyżynaliów... Przypomina mi się chodzenie po plantach i spacer o 6 rano po Krakowskim rynku... I zapach łąki nocą, który do złudzenia przypominał nocne powietrze.... Przypomina mi się mgła na Warszawskiej starówce i powrót w tej mgle do domu.... Chcę by przypominało mi się co innego, ale nie potrafi. Chcę móc pamiętać co innego, ale chyba nie potrafię, albo nie chcę zapomnieć.
Tłumaczę sobie rzeczy, które powinnam wyrzucić. I pamiętam te zupełnie dziś bezwartościowe....

I przypominają mi się noce i dnie w pociągach i autobusach.... Świadomość zbliżania się i oddalania.... Przemieszczanie się, zmiany... Oczyszczają... Pozwalają patrzeć na zmieniający się za oknem obraz....

4 ściany uwierają. Znane, codzienne, ale nie ma się gdzie w nich ukryć.... Wszystko krzyczy, żeby wyjść i dojść poza horyzont.... I rutyna tak bardzo boli.... Ale jednocześnie tak bardzo boli świadomość, że wyjście oznacza utracenie najważniejszej osoby....

Chyba zbyt długo nie podróżowałam w innym celu niż praca...

I tylko krzyczeć....
"I byle by móc już nie być bez bólu czucia nadziei
I byle by móc już nie być lub być martwotą skały"
Zaczęłam myśleć i wspominać.... Chryste Panie, to chyba oznacza, że trzebaby iść spać.
.... jeśli się potrzebuje do tego ludzi. Ludzie zabierają nam to co najbardziej kochamy, to co daje nam spokój i szczęście. Sprawiają, że kochając ich skazujemy się na mniejsze lub większe cierpienie. I cierpimy, bo kochamy i to kochanie uzasadnia według nas wszystko...
Znowu siedzę na starych śmieciach. Skoro domem jest miejsce, do którego się zawsze wraca, to chyba tu jest mój dom. Bo się wyprowadzam i w końcu znowu tu wracam...
I znowu siedzę na tym samym stołku, przy tym samym stole, laptop inny, ale to co na laptopie nadal takie samo... Tylko włosy mi już prawie odrosły po ścięciu. Znowu długo się czesze, myje, suszy i farbuje... Ale chyba tym razem ich nie zetnę. Lubię je. Wiele rzeczy lubię i nie chcę się ich pozbywać, chociaż czasem muszę, żeby mój "mieć" "rzeczy", które lubię równie bardzo, albo bardziej... Tylko czasem nie wiadomo co z tym robić, bo się chce mieć i jedno i drugie, a się nie da... Grunt by nie stracić obydwu, bo to już byłoby kiepskie...
tym razem pech objawia się tym, że mogłabym krzyczeć "a nie mówiłam?!" na pół osiedla...

W tym tygodniu (lub zaraz po świętach) kolejna wyprowadzka. Od 2 lat utrzymuję stałą tendencję przeprowadzek rocznie... Niestety tak, w przeciwieństwie do pozostałych przebiega w bardzo nerwowej (krzykliwo-awanturniczej) atmosferze /:
Bring me the horizon - Blessed With A Curse

Czasem, przychodzi taki dzień, gdy ma się doła, że odkrywa się rzeczy, których się nie chce wiedzieć. I tego jednego dnia, gdy się na to patrzy obiecuje się sobie wszystko zmienić... Przestać zamykać oczy... Przestać udawać, że coś się nie zdarzyło. Przestać udawać, że wszystko w porządku... A potem... Potem się okazuje, że się nie da. Że są po prostu rzeczy, których się nie da zrobić.

Take back every word I've said, ever said to you.
Take back every word I've said, every word I've said.
Take back every word I've said, ever said to you
again, and again, and again, and again.

Śmiałek - Całe Setki Lat

Chce mi się krzyczeć. A mimo to milczę. Tyle się zmieniło przez te lata. Wszystko, wszystko się zmieniło...

Już sama nie wiem co myślę, co czuję. Chcę zatopić się w cudzych ramionach, nie myśleć, zapomnieć. Uciec od siebie...Co tak skutecznie robię od wielu lat.

"Wspomnieniom nigdy dość, jak mawiał pewien człowiek, lecz przepadł dawno już. Wspomnieniom nie zapobiegł."
Now I'm off the leash
Getting from my knees
And I'll learn how to hate you harder
Fury melts the mind
But I've been broke and blind
But I learned how to hate you


Somethimes... One minute means more than years. Somethimes one minute can change more than years.

Rule in Hell or serve in Heaven? :devil:
... właśnie uświadomiłam sobie, że naprawdę mam dość udawania kogoś kim nie jestem ):
Jest tutaj... Dziś sobie ro uświadomiłam... Tu mogę dodawać do ulubionych wszystko co mi się podoba... Mogę pisać co myślę... Mogę pokazywać wszystko co tworzę. To... Przyjemne... Ale.. od bardzo dawna w tym miejscu nie ma nikogo nowego. Nowo poznani ludzie są w rzeczywistości.... A za to czym dla mnie zawsze deviantart.com robi teraz facebook... Wiec tu zostali ze mną Ci którzy byli tutaj już 4-5 lat temu.
Wasze zdrowie moi drodzy. Miło mi do Was wracać.